sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 13. Ponowne spotkanie

Miał rację, chwilę po wypowiedzianych przez niego słowach. Na dziedziniec, na którym się znajdowaliśmy wbiegli: Harry, Hermiona, Ron, Draco i Luna. To się stało tak nagle. Voldemort ugodził Harrego zaklęciem a ten upadł na ziemię. Wtedy nie wytrzymałam, postanowiłam podbiec do niego i okryć go własnym ciałem. Problem w tym, że byłam zakuta w niewidzialne kajdany, które nie pozwalały mi się ruszać i przez które wracałam wciąż w to samo miejsce.
-Harry! Harry! Wstawaj !- krzyczałam.
-Raczej już nie wstanie, chyba że stanie się cud- powiedział ze śmiechem- coś ty myślała, że wypuszczę cię tak szybko? –powiedział spoglądając mi na ręce- jesteś w błędzie.
W tym momencie łzy powróciły. Harry nie może umrzeć jeśli to się stanie, ja nie zawaham się zrobić tego samego. Rozpacz, teraz to uczucie gościło w moim sercu.
-Ginny!!! Uciekaj- usłyszałam po chwili i poczułam, że moje dłonie są wolne.
I tak zrobiłam, biegłam przed siebie.Czułam jak zaklęcia Voldemorta tryskają obok mnie.  Wbiegłam do Zakazanego Lasu. Przyspieszyłam, obawiałam się, że za chwilę śmierciożercy mnie znajdą, ale nie byłam chyba jednak dla Voldemorta zbyt cenną zdobyczą, bo nic takiego się nie stało. Więc po chwili zwolniłam. Chciałam wrócić lecz coś nie powalało mi tego uczynić.Nie mam przy sobie różdżki, zniknęła, tak po prostu.  Usiadłam na zimnej ziemi, bo strasznie się zmęczyłam tym biegiem. Na pobliskim drzewie pohukiwała sowa, której w pierwszym momencie się bardzo przestraszyłam. Przekręciłam głowę, i zauważyłam coś niezwykłego coś jasnego, jakieś światło, za drzewami.  Wstałam i zbliżałam się do jasności. Wyglądało to tak jak jakiś portal do innego świata. Nie miałam wyjścia, kiedyś i tak mnie znajdą.  Wyciągnęłam rękę i momentalnie znalazłam się za portalem.To miejsce kipiało pozytywną energią. Było to miejsce zatłoczone, przez jakieś dziwne czarownice, siedzące i rozmawiające ze sobą.
-Ginny ? A co ty tu robisz ?
-Melissa ? Cześć- powiedziałam i ją przytuliłam- właśnie nie wiem jak się tu znalazłam, uciekałam od Voldemorta i…
-Voldemorta ? Żartujesz ? Ja wiesz haruje w pracy jak wół, sama widzisz- powiedziała z uśmiechem.
-Co to za miejsce ?- zapytałam.
-Jesteś w miejscu, gdzie wykonujemy polecenia dusz, tak jak ci wspominałam wcześniej. Znajdujesz się w zamku, którym także mieszkamy. Nie uwierzysz, ale jak skończy się ta cała „wojna” – powiedziała zmieniając temat i wykonując gest pacami- to będziemy uczyć się Hogwacie, razem z wami.
-Też planuje tam wrócić, jak to wszystko się skończy- powiedziałam ze smutkiem, gdyż nie wyobrażałam sobie, że Hogwart będzie jeszcze istniał- Chciałabym się stąd wydostać, byłabym ci wdzięczna gdybyś mi pomogła.
-Nie wiem jak się tu dostałaś, ale nie znajdziesz stąd wyjścia tak po prostu- rzekła patrząc mi prosto w oczy.
-Mel, muszę tam trwa bitwa a ja zamiast im pomóc, to jestem w jakiejś krainie dusz- powiedziałam.
-Chyba wiem kto może ci pomóc- powiedziała i wzięła mnie za rękę.
Prowadziła mnie jakimś niezwykle ciasnym korytarzem. Dotarłyśmy do komnaty, gdzie na fotelu siedziała niezwykle młoda dziewczyna z niezwykle białymi włosami i ciemnym makijażu. Jej oczy były zamknięte.
-Nathalie ?! przepraszam że przeszkadzamy, ale ktoś tu potrzebuje twojej pomocy- powiedziała wskazując na mnie palcem.
Dziewczyna otworzyła oczy i pstryknęła palcami.
-Siadaj proszę- powiedziała szybko.
Posłuchałam jej.
-Nathalie, jest wyrocznią, wie wszystko i potrafi czytać w myślach.
„Tak jak Hermiona”- pomyślałam.
-Niekoniecznie- odpowiedziała mi.
Nathalie była oazą spokoju, chyba nic nie wyprowadziło jej jeszcze z równowagi.
-Tutaj też się nie zgodzę- pokręciła głową z lekkim uśmiechem.
-Jak mogę z powrotem wrócić do Hogwartu ? – zapytałam ją.
 -Jak mówiła ci moja droga koleżanka z pracy i prywatnie Melissa, jeśli tu trafisz nie możesz tak sobie wrócić powrotem. Musisz wykonać zadanie jakiejś duszy. Mamy takie zasady, ustalone przez naszą założycielkę- powiedziała z niezwykłą powagą.
-Jak mogę dostać to zadanie ?
-Ty go nie możesz wybrać, to duszę muszą ci zaufać i poprosić o pomoc.
-Czyli mam tu siedzieć, dopóki jakaś dusza nie stwierdzi, że jestem wystarczająco dobrym posłańcem, co może trwać wieki ?
Oby dwie przytaknęły znacząco.
-Posłuchaj idź tymi schodami do góry, tylko się nie przestrasz i czekaj, moja rada- powiedziała Mel.
I tak zrobiłam. Miałam wrażenie, że te schody nie mają końca. Nie miałam siły iść dalej, gdy usłyszałam szepty, należące do tych którzy odeszli. Weszłam do sali a one momentalnie ucichły.  
-yyy…-język utknął mi w gardle, nie wiedziałam co powiedzieć .
-Ginny ? – zapytał jakiś znajomy głos.
-Jake- powiedziałam z uśmiechem, ale i trochę z przerażeniem- to naprawdę ty.
Miał nieskazitelnie jasną skórę, na jego ciele nie było widać żadnych wad.
-Czy mógłbyś mnie wybrać, musze wrócić na ziemie i pomóc przyjaciołom.
-To będzie dla mnie zaszczyt- powiedział tylko tyle nie mówiąc mi gdzie i jakie zadanie mi powierza.
 Nagle poczułam, że moje ciało odrywa się od podłogi.
-Wracam- powiedziałam do siebie.
Uderzyłam głową o coś twardego, gdy ją podnosiłam zobaczyłam tylko, ze leżę na posadzce w Wielkiej Sali a przez drzwi wejściowe widziałam obraz krwawej bitwy. A więc Jake dał mi zadanie abym wygrała te bitwę.  

---------------------------------------------------------------------
Witajcie kochani ♥ Dość w szybkim tempie napisałam kolejny rozdział. Jestem, z siebie dumna, ale nie jestem pewna co do niego. Pytacie mnie ile mam lat, więc odpowiadam 14 :) Jak wspomniałam planuję aby nasi bohaterowie wrócili potem do Hogwartu, nie gniewajcie się, że Ginny nie było trochę czasu przy bitwie, ale jakoś tak wyszło. Pozdrawiam. Miłego czytania :* Lupinka

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 12. Przeżycia jakich jeszcze nigdy nie doświadczyłam

Luna nie miała pojęcia co się z nią działo. Próbowała sobie to przypomnieć już tyle razy, ale nic z tego. Nie wiedziała co kierowało ją podczas tego całego zajścia. Najważniejsze jednak było, że Hermiona zniszczyła horkruksa. Pytanie i co teraz ?
-Powinniśmy pokręcić się jeszcze kilka dni po Hogwarcie- powiedziałam, gdy zamknęły się za nami drzwi do pokoju życzeń.
-To chyba dobry pomysł, Voldek w końcu musi się tu pojawić nie ?- zapytał Ron.
-Ja sądzę , że sporo dni już tu jesteśmy i nie ma sensu już tego przeciągać- odezwał się Harry ze złością.
Odpowiedziała mu cisza. Nikt z nas nie wiedział o co mu chodzi.
-Harry, wiem że ci ciężko, ale musisz zrozumieć , że wszyscy bardzo się staram ci pomóc i mógłbyś okazać nam trochę wdzięczności a nie chodzić obrażony- zauważył Draco przewracając oczami.
-Zachowujesz się niczym Ginny, jak ma gorszy dzień- powiedział piskliwym głosem Ron.
-Hej!- krzyknęła do niego- Wypraszam sobie! Dajcie mi wszyscy święty spokój.- powiedziałam zrezygnowana i ruszyłam w stronę schodów.
„Co za ludzie tylko by narzekali, mam ich dość”.
Kiedy stąpnęłam na ostatni stopień, zorientowałam się, że z tego wszystkiego poszłam w złą stronę i schodzę właśnie niewłaściwymi schodami. Jak mogłam się zgubić w zamku, w którym uczę się  już tyle lat. KOSMOS. Ku mojemu zdziwieniu nie było tu żadnego ciągnącego się w nieskończoność korytarza, przede mną pojawiły się troje drzwi. Obejrzałam się za siebie. Schodki, które były za mną niespodziewanie zniknęły. Chyba wzrok mnie myli. Mniejsza o to. Drzwi nie odznaczały się od innych niczym szczególnym, może oprócz tego, że nad nimi unosiły się litery głoszące: „Wejdź a schronienie otrzymasz”.
„Co do licha ? ja nie chce schronienia, chce wrócić do przyjaciół”.
Nie mam wyjścia. Szarpnęłam za klamkę pierwszych. Nagle znalazłam się w zupełnie innym świecie. A raczej na ulicy w zupełnie innym świecie. Tak, to świat mugoli.
-Ojej, bardzo przepraszam ja naprawdę..-powiedziałam do kobiety, w którą właśnie przypadkowo uderzyłam.
Ta jednak nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi i nawet się nie zatrzymała. Ruszyłam dalej.
Ałaaa….- powiedziałam chwilę potem, gdy jakiś mężczyzna musną mnie ręką w brzuch- Coś tu jest nie tak!- krzyknęłam do siebie.
Nagle zauważyłam, że jakaś postać stanęła obok mnie. Bałam się obrócić głowę, w bok. Nie byłam pewna kogo zobaczę koło siebie. Ale to zrobiłam i ujrzałam dziewczynkę w wieku około 13 lat. Pomachałam jej ręką przed oczami. Nie poskutkowało. Nic.
„Gdzie ja jestem?! Czemu ci ludzie mnie nie zauważają? Kim są?”
-Halo, czy ktoś mnie słyszy- powiedziałam dość głośno.
Moje nawoływania przerwał cichy głos:
„Inność nie jest zauważana wśród podobnych”
Zaczęłam obracać się wokół siebie, z nadzieję że zaraz cała zagadka się rozwiążę. Niestety nikogo nie zauważyłam.  Niespodziewanie poczułam jak moje ciało wpadło w wir. Trwało to na szczęście tylko chwilkę. Znów znalazłam się w czarnej otchłani wraz z tajemniczymi drzwiami.
Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam następne drzwi. Teraz znalazłam się w Norze, moim rodzinnym domu. 
-Arturze, nie mamy pewności czy jest bezpieczna, jeśli coś jej się stało, nie daruje sobie tego- powiedziała mama, także mnie nie zauważając.
W tym momencie obraz się zmienił.
-Ginny? Nie bądź śmieszny, już nawet nie pamiętam jak wygląda- odrzekł Nevill, do siedzącego obok chłopaka.
I znów usłyszałam ten sam głos:
„Niektórym brak naszej obecności, lecz innym wcale”
Obraz się rozmył i znajduję się przed ostatnimi drzwiami. Otworzyłam je i się zdziwiłam bo stoję na dziedzińcu Hogwartu, twarzą w twarz z wielkim Lordem Voldemortem i wsłuchuję się w przyjemny głos:
„Odwaga we wszystkim ci pomoże”
-Ginny Weasley, córka Artura i Molly Weasley, dziewczyna słynnego Harrego Pottera…-powiedział głuchym głosem.
-Była dziewczyna- zauważyłam z grymasem.
-Była, czy nie była, na pewno wiesz gdzie się teraz znajduje ? – zapytał mnie.
-No właśnie nie bardzo- rzekłam jak przystało na wychowaną osobę.
W sumie nie wiedziałam dlaczego tak sobie z niego żartuje. Uważałam, że to nie dzieje się naprawdę. To wymysł mojej wyobraźni albo coś w tym stylu. Jak bardzo się myliłam.
-Wpadłem na pomysł, może zostałabyś i razem poczekamy na Harrego co ?- zapytał i wydał z siebie złowieszczy śmiech.
-Jasne, nie mam żadnych planów- zażartowałam.
I wtedy mnie olśniło. Dlaczego mnie zauważył ? Poprzednio nikt mnie nie widział. Spoważniałam i zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji. TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ, WRÓCIŁAM DO RZECZYWISTOŚCI. On chce mnie tu przetrzymać dla okupu. W najlepszej sytuacji zabije tylko mnie.
-Raczej nie będę ci potrzebna- powiedziałam z przejęciem.
- To się jeszcze okaże.

---------------------------------------------------------------

Siemkaaa :* Ten o to rozdział dedykuję wszystkim czytającym i komentującym :* proszę o naprawdę szczere komentarze a no i oczywiście 7 kom. i jedziemy dalej :D Miłego czytania ♥ Lupinka :* Chciałam coś wyjaśniać a mianowicie. Niektórzy z was uważają że Voldek jest trochę za łagodny, ja chciałam wam przez to pokazać, że jego zachowanie w tym rozdziale świadczy o chytrości i przebiegłości, jego osoby :P

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 11. O jednego mniej

Byliśmy już coraz bliżej pozbycia się raz na zawsze tego potwora. Teraz martwiło nas tylko jedno. Jak zniszczyć horkruksa ? Żadne z nas nie miało wątpliwości, że będzie to bardzo trudne zadanie, wymagające wielkiego poświęcenia z naszej strony.
-I co teraz ?- zapytałam moich towarzyszy stojących i gapiących się na te wszystkie przedmioty tu będące.
-Jednym słowem klapa- powiedział Ron przytakując znacząco głową.
-Pójdę się rozejrzeć- rzekła nagle cichutko Luna.
Posłałam jej milutki uśmieszek  na pożegnanie.
-Może by tak spróbować go złamać na pół albo coś- powiedział z nadzieją w głosie Ron. Wziął diadem do rąk i zaczął go wyginać na wszystkie strony.
Roześmiałam się na głos.
-NA PRZETŁUSZCZONE WŁOSY SNAPE’A ,ty w ogóle słyszysz co mówisz! To jest przedmiot przesiąknięty czarną magią a nie jakaś tam zwykła korona- krzyknęła Hermiona i wyrwała mu go z taką siłą, że o mało się nie przewrócił.
- Och…naprawdę bardzo przepraszam za moja głupotę panno Doskonała, jak mógł mi do głowy przyjść tak głupi pomysł- pisnął z ironią Ron.
Nasza trójka przyglądała się temu przedstawieniu z niepokojem, tego brakowało abyśmy się wszyscy pokłócili i rozłączyli.
-Odkąd sięgam pamięcią tobie zawsze takie pomysły przychodzą do głowy- powiedziała ze wstrętem Hermiona.
-Ja przynajmniej, nie zdradzam swojej dziewczyny tam gdzie popadnie i z kim popadnie.
Hermiona osłupiała.
Więc jednak Ron się dowiedział. Zrobiło mi się przykro, bo nie powiedziałam mu co nasi przyjaciele robili za naszymi plecami, kilka miesięcy temu. Harry natomiast zachowywał się tak jakby jego to nie dotyczyło i nie odezwał się ani słowem.
-Nie chce wam przeszkadzać- powiedział Draco- ale może zajmiemy się trochę ważniejszą sprawą.
Tę jakże długo dyskusję zakończył szept Luny dochodzący z innej części pokoju niż tej w której aktualnie się znajdowaliśmy.
-Luna!- krzyknęłam na cały głos- gdzie się chowasz?
I nagle zauważyliśmy ją siedzącą po turecku przy otwartym małym pudełeczku, z którego wydobywała się kojąca muzyka.

Użyj go gdy zniszczyć chcesz,
Użyj go gdy zabić chcesz,
Nie zawahaj się,
On pomoże ci, gdy tylko chcesz.

Spojrzałam na Lunę, nadal wpatrywała się w przedmiot i powtarzała te słowa.
-Luna? Słyszysz mnie? –zapytał Harry.
-Co to jest? – zapytał nas Draco, spoglądając do wnętrza pudełka.
Podeszliśmy bliżej.
-Wydaję mi się, że to sztylet- zadeklarowała Hermiona- tak, jestem tego pewna.
-Nie dotykaj!- krzyknęłam do Rona, który już wyciągał dłoń, aby go dotknąć- nie wiadomo do czego służy.
-Sądząc po tej pieśni- zaczął Draco- zniszczy wszystko co chcemy.
-Może by tak wypróbować go na diademie? Co sądzicie? – odezwał się Ron, który do tej pory milczał jak grób.
-Nie wiemy czy nie stanie się z nami to co z Luną, która najprawdopodobniej go dotknęła- rzekł Harry.
-A może by tak…- zaczęła Hermiona, sięgając po swoją różdżkę- spróbować zrobić coś innego- skończyła i krzyknęła-  Wingardium Leviosa!
Draco jako pierwszy zrozumiał o co chodzi i czym prędzej położył diadem przed Hermioną.
-Jesteś pewna, że ty chcesz to zrobić- zapytał Draco Hermionę.
Przytaknęła głową.
I nagle sztylet uderzył z taką siłą o diadem, że w końcu musiał się rozpaść na kawałki. I tak się też stało. Odruchowo złapaliśmy się za głowy, z myślą, że zaraz pochłonie nas jakiś straszny syk, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego z tym samym sztyletem stanęła przed nami Luna. Przypominała żywą maszynę do zabijania. Wpatrywała się w nas w milczeniu.
-Luna!- krzyczałam- to my zapomniałaś ?
Widocznie zapomniała, bo zbliżała się do nas coraz szybciej, trzymając narzędzie zbrodni na wyciągnięcie ręki. Mało brakowało a trafiłaby we mnie. Mogłoby się stać coś jeszcze gorszego, gdyby nie Harry, który pobiegł i szybko zamknął puste pudełko.  Sztylet spad na posadzkę i zniknął. A Luna odzyskała swój wyraz twarzy i spojrzenie.

-Co…co się stało?
---------------------------------------------------------------------

Wstawiam rozdział specjalnie dla was i czekam na rezultaty ♥ Proszę o komentarze. Miłego czytania  :* Lupinka 

sobota, 26 października 2013

Witacje Pottermaniacy <3
Wyznam wam szczerze że jestem zawiedziona, waszą obecnością. Nie wiem czy jest sens dalej prowadzić tego bloga, skoro jest was tu tak mało.  Jeśli mam dodawać nowy rozdział to pod poprzednim postem musiałoby być co najmniej 6 komentarzy, bo jeśli tylu nie będzie to po prostu resztę będę pisać ‘’do szuflady’’ a bloga zawieszę. Mam nadzieję, że was przekonałam.


Pozdrawiam Lupinka :*

sobota, 5 października 2013

Rozdział 10. Melissa Ravenclaw

-Draco?- z moich ust wydobyło się niechciane słowo.
-We własnej osobie-powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Czy byłbyś tak miły i nikomu nie mówił, że tu jesteśmy?- powiedziała Hermiona, dość mało złośliwie, jak do swojego odwiecznego wroga.
-Cóż…muszę się zastanowić- powiedział.
I w tym momencie nasze oczy się spotkały. Utonęłam w jego platynowo niebieskich oczach.
„Ginny, co ty wyprawiasz, nie możesz się zakochiwać w każdym przypadkowym chłopaku”-  pomyślałam.
-Ej ty, marzycielko, zejdź na ziemię łaskawie- powiedział donośnym głosem Ron.
-yyy…co ? Aaa tak, przepraszam- powiedziałam, odwracając wzrok.
-Wiem co tu robicie i czego szukacie, nie jestem głupi- rzekł- popełniłem wiele błędów, ale…Nie wierzę, że to mówię…Chcę wam pomóc w poszukiwaniach- tu ściszył głos- horkruksów.
Byłam troszkę zszokowana tym przymierzem, ale mogłam się spodziewać, że Draco prędzej czy później się zmieni.
-Dlaczego…?-zaczęłam.
-Dlaczego zdecydowałem się to zrobić? Mam dość tego, że muszę robić wszystko co on mi każe, dość. Za długo to ukrywałem.
Wytłumaczyliśmy mu wszystko i powiadomiliśmy resztę alby wyjaśnić co się stało. No i zaczęliśmy znowu szukać. Strasznie się zmęczyłam, więc postanowiłam wyjąć z plecaka jakąś przekąskę, zrobioną wcześniej przez Lunę. Już miałam zamykać plecak gdy na jego dnie zauważyłam połyskujący kompas. Ten kompas dzięki któremu w pewnym sensie odnalazłam przyjaciół. Przeraziłam się i ucieszyłam jednocześnie teraz nie było tu inicjałów moich współtowarzyszy tylko widniał tu napis „Przychodź – Wychodź”. Coś mi to mówi tylko co?
-Ron? Ron? Chodź tu natychmiast, właściwie wszyscy tu chodźcie- powiedziałam kiedy zjawili się też Luna i Harry.
Draco obejrzał ostrożnie kompas, nie pytając nawet skąd go mam.
-„Przychodź – Wychodź” to Pokój Życzeń, siódme piętro- powiedział blondyn do reszty.
 I nagle stało się coś nieprawdopodobnego coś czego jeszcze nigdy żadne z naszej szóstki nie widziało. Kompas wypadł z rąk Dracona i potrzaskał się na kawałki a obok dziwnego przedmiotu stałą teraz postać pięknej czarnowłosej dziewczyny, w wieku około 16 lat, czyli praktycznie tyle ile mamy my.
-Dziękuję panie Malfoy, straszna tam ciasnota, no ile można. Wiem że nie podpisywałam żadnej umowy zgadzając się na tą misję, ale warunki jaki mi zapewniono to już przesada w dodatku…
-Przepraszam że ci przeszkadzam, ale do licha kim ty jesteś i co ty robisz ?- zaczął Ron
-Jestem Melisaa Racenclaw- powiedziała szybko.
-Racenclaw? –zapytała Hermiona.
- Jestem spokrewniona z Roveną Ravenclaw, tak wiem co sobie pomyślicie, ale rodziny się nie wybiera- powiedziała chichocząc.
-Co cie tu sprowadza i jak się znalazłaś w tym kompasie? –zapytałam.
- Jestem podobna trochę do skrzatów domowych. Wykonuję zadania, które powierzają mi ludzie, znajdujący się „po drugiej stronie” rozumiecie prawda?
Nie zdążyliśmy nic powiedzieć, bo zaczęła mówić dalej.
-Czyli ludzie, którzy nie żyją tak ?- zapytał Harry.
-Oni żyją a raczej ich dusze żyją- odpowiedziała cicho- jestem tak jakby ich posłańcem. Jeszcze kilka misji i awansuję. Będę pracować wśród czarodziei, nie mogę się już doczekać…
-Kto cię przysłał ?- zapytałam przerywając jej.
-Och…czy wy nic nie kapujecie, pamiętasz ten sen panno Weasley, o trzech braciach, to moja sprawka i ten kompas też, obecnie wykonuję zadanie powierzone mi przez państwa Potterów- wyjaśniła.
-Moich rodziców?- zapytał szybko Harry.
-Owszem, twoich panie Potter. Chcą wam pomóc w poszukiwaniach tych horkruksów. A wiec może udamy się już do pokoju życzeń, tak jak odgadł pan Malfoy co wy na to ?
-Oczywiście- wtrąciła szybko Hermiona.
Melissa była chyba najbardziej gadatliwą osobą chodzącą na ziemi.
-Jesteś czarodziejką? –zapytałam, gdy znaleźliśmy się na siódmym piętrze.
-Można tak powiedzieć, ale jestem obdarzona większymi zdolnościami od was i jestem zdolna do rzeczy, o których wam się nie śniło, na przykład uprawiam magię, bez używania różdżki.
-Dlaczego zwracając się do nas używasz formy grzecznościowej? –zapytał Ron, starając dotrzymać kroku reszcie.
-Przecież nie wypada mówić innym po imieniu- powiedziała.
-Gdy będziesz pracować wśród czarodziejów to zrozumiesz, że wypada- powiedział Draco, puszczając do niej oczko.
-Przestańcie mnie o wszystko wypytywać, muszę się skupić- powiedziała gdy stanęliśmy przed pusta ścianą.
Zamknęła oczy i zaczęła rzucać jakieś niezrozumiałe zaklęcia. Ku naszemu zdziwieniu przed nami pojawiły się drzwi do Pokoju Życzeń. Weszliśmy tam wszyscy stanęliśmy jak wryci. Było tu strasznie dużo przedmiotów. Melissa kazała nam się nie ruszać z miejsca, a za chwilę wróciła niosąc diadem
-To diadem Roweny Ravenclaw, kolejny horkruks, zniszczcie go a zniszczycie cząstkę duszy Voldemorta- powiedziała ściszając głos- Na mnie już czas, powodzenia, mam nadzieje, że niedługo się spotkamy.
-Do zobaczenia, dziękujemy-krzyknęła Hermiona.

 -------------------------------------------------------------------------
 Kolejny rozdział, mam nadzieję, że się spodoba, bardzo proszę o komentarze :) Mam też prośbę czy ktoś z was mógłby mi pomóc w zmianach które planuję zrobić na moim blogu, niestety ja mam z tym problem, jeśli jest ktoś taki proszę napisać w komentarzu :) Lupinka


Chciałam złożyć także spóźnione życzenia jednej z najlepszych nauczycielek w Hogwarcie, chodzi tu oczywiście o Minerwę McGonagall ♥

sobota, 21 września 2013

Rozdział 9. Dla Jake'a

Mieliście kiedyś tak, że osoba była dla was obojętna, nic nie znacząca a dopiero kiedy odeszła stało się dla was ważna? Dopiero kiedy odeszła zebrało wam się na myślenie.  Dopiero kiedy odeszła chcecie jej cos powiedzieć. To co stało się z Jakem’em wydawało mi się nierealne. Każdego dnia miałam nadzieję, że to wszystko było jednym wielkim snem. Ale trzeba było się otrząsnąć, myśleć o dalszych poszukiwaniach. Od kilku dni tkwiliśmy dalej w tym pamiętnym lesie. Nie odzywaliśmy się do siebie. Po chwili namysłu postanowiłam iść do miejsca gdzie pochowaliśmy Jake’a.
-Tak bardzo mi cię brak- powiedziałam, jakbym z nim rozmawiała- Zrobiłabym wszystko żeby się z tobą zobaczyć. Byłam głupia, że cię odrzuciłam, wybacz mi Jake.
Nagle moją głowę przeszedł straszny, jakże przeraźliwy syk.
-To twoja wina, przez ciebie ten młody wampir odszedł, gdyby nie te twoja żałosna wyprawa był by tu jeszcze, to twoja wina.
Zamknęłam oczy i próbowałam się skoncentrować na czymś innym.
-Jednak mam dla ciebie dobrą wiadomość, jeśli ujawnisz się i powiesz mi Czarnemu Panu gdzie jest Harry Potter, ten chłopak będzie ‘’żył’’ a tobie i twojej rodzinie nic nie będzie grozić.  Zastanów się!
Syk ucichł. Minęło kilka minut zanim otworzyłam oczy i uświadomiłam sobie co się właściwie stało. Czy wydać Harrego Voldemortowi ? Nie, co ja mówię, nie mogę tego zrobić. To co zrobił Harry było podłe, ale nie mogę, nie odważę się. Szybkim krokiem wróciłam do namiotu oddalonego o jakieś kilka kilometrów.
-Hej, posłuchajcie- wrzasnęłam do moich towarzyszy- może wreszcie się ruszymy co ?- i spojrzałam na nich, na każdego z osobna- Uważam, że powinniśmy jeszcze raz spróbować wejść do Hogwartu, tym razem bez jakikolwiek zabezpieczeń, jeśli na niego natrafimy to trudno, postaramy się go pokonać  zabić, zróbmy to dla Jake’a.
Nikt się nie odezwał dopiero po chwili głos zabrała Luna
-Tak, zróbmy to dla niego- powiedziała i wybuchła płaczem.
-Ja też się zgadzam- powiedział Ron, chyba od dawna nie słyszałam takiej powagi w jego głosie.
-Kiedy wyruszamy?- powiedziała Hermiona smutno.
-Choćby zaraz- zadeklarowałam- nie ma czasu do stracenia. Co myślisz Harry ?
-Taaaak…
-No więc pakujcie się i w drogę- rozkazałam.
Kiedy wszyscy byli gotowy złapaliśmy się za ręce i jak przed kilkoma dni, przeteleportowaliśmy się do Hogsmade. I znowu nie wiedząc jak udało nam się znaleźć na terenie Hogwartu. Czasami wydawało mi się że ktoś nade mną czuwa, osoba która podarowała mi kompas (który jest zbędny od kilku tygodni), osoba, której obecność czuję nawet teraz.
-Wiec tak- powiedziałam cicho- kiedy znaleźliśmy się przed drzwiami wejściowymi- podzielmy się, Luna i Harry oraz Ron, Hermiona i ja. Szukamy przedmiotu, w którym Sami Wiecie Kto mógłby przechować duszę, jasne ?
I ruszyliśmy, praktycznie nie wiedząc po co. Snuliśmy się korytarzami, wchodziliśmy do klas, sal i różnych nieznanych nam pomieszczeń. Cieszyliśmy się, że nikomu nie udało się nas nakryć. Oby Harry i Luna też mieli takie szczęście. Nie udało nam się ich spotkać. Zostało nam jeszcze kilka klas na pierwszym piętrze a potem mamy poszukać jeszcze w pokojach wspólnych. Z przemyśleń wyrwała mnie postać Dracona Malfoya wyłaniającego się za rogu.
-Proszę, Proszę- powiedział Draco, trochę, jakby z radością.

---------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział ♥ dedykuje go mojej przyjaciółce LoveGood  ♥  Miłego czytania i oczywiście komentujcie ♥ Lupinka



Jutro urodziny obchodzi Tom Felton ♥ Sto Lat ♥ Kochamy cię ♥

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 8. Mój bohater

Wkrótce znalazł się Ron. Ja jak to ja znowu byłam załamana, ale starałam się tego po sobie nie pokazywać. Harry wraz z Ronem i Hermioną znaleźli już kilka horkruksów ale następny (jak sądzili) znajdował się w Hogwarcie, więc następnego dnia rano, przeteleportowaliśmy się do Hogsmade a potem udało nam się ‘’wkraść’ na teren Hogwartu. Kiedy doszliśmy do drzwi wejściowych, postanowiliśmy się jakoś podzielić:
-Nie, nie, nie i jeszcze raz nie… Ginny, nie pójdziesz z nami do środka, nie ma mowy, to zbyt nie bezpieczne- przekonywał mnie Ron.
-Dam sobie radę, w końcu nie będę tam sama tak ? a poza tym nie możesz mi niczego zabronić Ron!
-W takim razie ja też zostaje na staży- powiedział- nie ruszam się stąd.
-Ja też- teraz odezwał się Jake.
-No dobrze czyli Ja, Luna i Hermiona wchodzimy do środka a wy jeśli zjawi się Snape powiadamiacie nas za pomocą patronusa wszystko jasne ? Według mapy nie ma go teraz w zamku, bądźcie ostrożni, nie tylko Snape może się tu zjawić i chcieć nam przeszkodzić.
-Tak rozumiemy!- powiedziałam do niego ze złością.
No i poszli. A my czekaliśmy i nic, nikt się nie zjawiał, ani też nie dostaliśmy żadnej widomości od nich. Zaczynałam się już martwić, w szczególności o Lunę. Nie powinna była tam iść. Nie daruje sobie jak jej się coś stanie. Myślenie przerwał mi jakiś szelest.
-RON!- krzyknęłam- Co ty do licha wyprawiasz ?
-Jem ?
-Jak ty możesz jeść w takiej chwili, przecież mamy stać na czatach, Ron!
-Mam umrzeć tu z głodu? Serio tego chcesz ?
-Dobra jedz, tylko ciszej, bo jak ktoś to usłyszy to….- nie zdążyłam zakończyć, bo zobaczyłam Nagini przybliżającą się do Jake’a  - Jake, Jake za tobą!- krzyknęłam do chłopaka oddalonego ode mnie o jakieś cztery metry.
Zareagowałam za późno. Zaciągnęła go już w swoje sidła.
-Ginny, Ginny, Ron!- krzyczał z trudem- POMOCY!
Chwyciłam po różdżkę i rzucałam zaklęciami jak opętana. Ale wąż był chyba ze stali, bo nic nie skutkowało. NIC. Ron przyłączył się do mnie i razem próbowaliśmy opanować sytuację, niestety nam się nie udawało. Bestia miotała nim na wszystkie strony. Z jego ciała nie sączyła jednak krew, więc miałam  nadzieję, że nie jest z nim tak źle, ale się pomyliłam, przecież jest wampirem i nie ma krwi. To wszystko trwało bardzo krótko, z jego gardła nie dochodziły już krzyki, wąż owinął mu się wokół szyi. Nic już nie da się zrobić. Wąż zniknął. Jego ciało opadło na  trawę nieruchomo. Podbiegłam do niego, jak szybko mogłam.
- Jake! Nie !- krzyczałam- Nie! Nie odchodź, nie zostawiaj mnie, NIE !- potrząsnęłam jego ciałem, ale nic się nie stało.
-Ginny! uspokój się, Ginny!- wrzeszczał do mnie Ron.
Opłakiwałam go jeszcze chwile a potem pocałowałam go delikatnie w usta na pożegnanie.
-Żegnaj Jake, ty który kochałeś mnie bezgranicznie - powiedziałam szeptem.
Następnie wysłaliśmy razem z Ronem patronusa do reszty i wyjaśniliśmy co się stało. Reakcja była natychmiastowa. Kilka minut później zobaczyłam biegnącą ku mnie zapłakaną Lunę. Postanowiliśmy wrócić do lasu, w którym tak długo przebywaliśmy i tam go pochować. Nie wiem kto jest w gorszym stanie ja, Luna czy Harry, który wini siebie za wszystko co się stało. I do tego nie znaleźliśmy ani jednego horkruksa. Jake był naszym bohaterem, który mimo tego iż nie był czarodziejem, chciał pomóc nam w zgładzeniu Voldemorta. Nigdy go nie zapomnę. Tyle bym dała, żeby go jeszcze raz zobaczyć. Tę śliczną uśmiechniętą buzię.

--------------------------------------------------------------------------

Sama nie wiem dlaczego uśmierciłam Jake, ale to wydawało mi się słuszne :'( Żegnaj Jake mój ideale ♥ Różdżki w górę czarodzieje [*] Jak już wspominałam teraz o wiele rzadziej będę dodawać rozdziały , ale chyba mnie rozumiecie :) Proszę też alby nie ''ściągać'' mojego pomysłu o tym blogu. Bo jak wiecie nie jest to miłe a ja staram się być oryginalna :)) Komentujcie i miłego czytania :D Lupinka